Pod koniec kwietnia oraz na początku czerwca udało się zorganizować dwie wyprawy nurkowe na prawdopodobnie najlepsze pozycje wrakowe pod Bornholmem.

Wszystkim uczestnikom dzięki za bezpieczne nurkowania i wesołe chwile.
Do zobaczenia za rok na wrakach!

Od kwietnia do czerwca 2015 udało nam się korzystając z dobrych warunków meteorologicznych i zanurkować trzykrotnie na wraku niemieckiego zbiornikowca Terra.

Miejsce spoczynku tego wraku słynie z doskonałej widoczności, a niezbyt duża głębokość sprzyja długim czasom dennym. Kilka zdjęć z tego doskonale zachowanego wraku znajdziecie w Galerii.

W sierpniu oraz wrześniu, również planujemy bałtyckie wypłynięcie. Chętnych zapraszam!

Zdjęcia podwodne zrobił Piotrek Bałazy.

W marcu 2014 chcemy ponownie odwiedzić jedno z najbardziej klimatycznych miejsc nurkowych jakie w ogóle istnieją.
Miejsca takie jak Blue Hole, Canyon, Ras Mohammed, czy Gabr el Bint to miejsca nurkowe których nie sposób nie zobaczyć, a tym trudniej po nurkowaniu o nich zapomnieć.
Charakterystyka egipskich nurkowań sprawia, że zarówno osoby na poziomie rekreacyjnym, jak również te głębiej nurkujące znajdą coś dla siebie.

Nie muszę wspominać że jest naprawdę „wesoło” 🙂

Kuba

Miło mi poinformować, że kolejne osoby w naszym gronie wkroczyły na drogę TECH.

Uprawnienia IANTD Advanced Nitrox uzyskali:

  • Grzegorz Kozub
  • Grzegorz Niedziela
  • Przemysław Niemczyk

Uprawnienia IANTD Normooxic TMX uzyskał:

  • Adam „WOLF” Miler

Zapraszam do Galerii do obejrzenia zdjęć z naszego kursu.
Dla chłopaków serdeczne gratulacje… i udanych nurów!

Długi majowy weekend spędziliśmy na Półwyspie Helskim – miejscu jeżeli chodzi o wraki naprawdę wyjątkowym, a napewno nie do końca jeszcze odkrytym. Dzięki temu, że Neptun też miał długi weekend i wyłączył wiatr udało się zanurkować na wrakach, na które czekaliśmy od co najmniej 2 lat.

Nurkowaliśmy na:

  • Bryza 18m
  • Trałowiec (Munin) 40 m
  • V-315 57 m
  • Terra 40 m
  • Żaglowiec 37 m

Ponieważ był to jeden z bardziej interesujący nurkowych wyjazdów, wszystko wskazuje na to, że weekend na Boże Ciało znów będziemy na Helu.

Zapraszam wszystkich chętnych.

Po zaliczeniu nurkowań i części teoretycznej na przełomie marca i kwietnia, kursanci w składzie Mirek, Paweł i Jacek uzyskali upragniony stopień KDP/CMAS P1.

Życzę podnoszenia kwalifikacji i wielu udanych nurkowań.

Serdeczne gratulacje.

Od września do listopada b.r organizowaliśmy kurs KDP/CMAS P2. Był to ostatni kurs realizowany wg. starych wytycznych. Nurkowania wykonywaliśmy w kamieniołomach Gródek, Zakrzówek oraz w Svobodnych Hermanicach. Generalnie było trochę poprawek ,ale dzięki determinacji kursantów udało się go szczęśliwie zakończyć.

Uprawnienia uzyskali:

  • Grzegorz Kozub
  • Radosław Pytlik
  • Jacek Strejczyk
  • Mariusz Jagiełło

Wszystkim uczestnikom serdecznie gratuluję.

W dniach od 17 do 20 lutego br. zorganizowaliśmy wyjazd do najgłębszego polskiego jeziora Hańcza. Można powiedzieć, że było jak zwykle: dużo chętnych deklarowało wyjazd, ale tylko trzon w liczbie siedmiu osób wyruszył w czwartkowy wieczór w długą podróż na północno wschodni kraniec Polski. Samochody kombi były wypełnione absurdalną wręcz ilością sprzętu.

Zakwaterowanie oraz posiłki mieliśmy już w sprawdzonym miejscu, czyli w Sienkiewiczówce, gdzie Pani Irena Sienkiewicz jest mistrzynią w sprawianiu, żeby każdy z nas miał problemy z poruszaniem się po zjedzeniu jej przepysznych dań.

Piątek – dzień I

Po odespaniu trudów podróży i pysznym śniadaniu rozpoczęliśmy odprawą przygotowania do pierwszego dnia nurkowego. Po zgromadzeniu sprzętu lodowego oraz konfiguracji szpeju, tak by spełniał wymogi nurkowań pod lodem, udaliśmy się wykonać przerębel. Chcieliśmy zrobić go w okolicach pierwszego parkingu, jednak dojazd tam z powodu zalegającego śniegu i lodu okazał się bardzo trudny. Na szczęście w naszych szeregach był Bartek ze swoim samochodem, wypada wspomnieć, iż mówi do niego per „Dziunia”. Jednak nawet napęd 4×4 nie pomógł. Dziunia się poddała.
Udaliśmy się zatem inną drogą w pobliże brzegu jeziora i tam zgodnie z kanonami dobrej praktyki nurkowej przygotowaliśmy przerębel. Sonda wędkarska w tym miejscu wskazała 9,5 metra.
Po podziale na grupy i wyznaczeniu asekuracji oraz linowego wykonaliśmy w zespołach nurkowanie, które zaowocowało nowymi doświadczeniami oraz pozwoliło zawstydzić sondę.
Ponieważ niespodziewanie zaczęło się ocieplać, było juz wówczas tylko -11 C, po zabezpieczeniu odpowiednim naszego przerębla, udaliśmy się na obiad.
Popołudnie minęło szybko i ani się obejrzeliśmy jak zapadł wieczór, który w scenerii pięknej, mroźnej zimy musiał zostać uczczony integracją. Do historii przejdzie nauka gry w mafię, która okazała się bardzo skomplikowaną, czy też gra w odgadywanie postaci… W odgadywaniu obłędna okazała się Magda – męcząca temat bycia celebrytką, czy też Jakub G. – niedoszły prezydent Kuby – kto był, ten wie, o co chodzi. Ja również mialem nie lada orzech do rozgryzienia. W doskonałych nastrojach, choć na pewno zmęczeni udaliśmy się na zasłużony odpoczynek.

Sobota – dzień II

Wstaliśmy skoro świt, bo plan tego dnia był napięty: śniadanie, nowy przerębel z głębokością 100 m, nurkowania rekreacyjne a później narty w Szelmencie.
Jak się później okazało, tylko część udało się zrealizować.
Po wcześniejszych obawach dot. poruszania się po zamarzniętym jeziorze samochodami – dziś postanowiliśmy poskromić mit. Zaczęliśmy poruszać się po lodzie samochodami – tylko Dziunia narazie jakoś tak nieśmiało spoglądała z brzegu.
Pierwszy problem ze znalezieniem odpowiedniej głębokości spowodowany był błędem sondy, która miała trudności ze zbyt dużą głębokością jeziora i zamuleniem jego dna.

Małych otworów umożliwiających zanurzenie sondy wykonaliśmy aż 12. Pewnie ćwiczylibyśmy dalej, gdyby nie pomoc miejscowego instruktor nurkowania Adama Słuckiego z Augustowa, który bezbłędnie wskazał miejsce – 107 metrów.

W tym miejscu, Adam, serdeczne dzięki za wsparcie!

I znów ta sama historia – przygotowanie przerębla oraz opuszczenie obciążonej prosiakiem stumetrowej liny na dno jeziora. Niestety, ponieważ zbliżał się zmrok, udało się wykonać tylko jedno nurkowanie tego dnia. Było ono bardzo ważne ze względów adaptacyjnych.
Wieczór upłynął niezwykle intensywnie. Pojechaliśmy do Wodziłek, do tradycyjnej ruskiej sauny tzw. banii. Sceneria była bajkowa, drewniana nagrzana chata, padający biały puch i skrzypiący pod butami śnieg sprawiły, że miejsce to na długo zapadnie w naszej pamięci. Uroku dodawał jeszcze nasz gospodarz, który wizerunkiem przypominał połączenie św.Mikołaja i Dziadka Mroza.
Po dotarciu do Sienkiewiczówki wieczór upłynął na shishy oraz przygotowaniach sprzętu do jutrzejszego mojego nurkowania na 100m. (opis tego nurkowania w odrębnej relacji)

Niedziela – dzień III

Obudziła nas piękna wyżowa pogoda i słońce wdzierające się w każdą wolną przestrzeń.
Po śniadaniu odprawa, podział ról, przypomnienie procedur awaryjnych oraz pakowanie sprzętu do samochodów. Tego dnia wszystko szło z górki a nie jak w dniach poprzednich pod górkę – nawet pogoda okazała się łaskawa było juz tylko -14 C 🙂
Po dotarciu na miejsce – tutaj trzeba wspomnieć, że Dziunia była również z nami – przystąpiliśmy do realizacji nurkowań. Jakub G. i Bartek tak się rozochocili, że po 30 minutach pobytu, linowy musiał wyciągać ich z wody – temperatura 4 C nie okazała się dla nich problemem.
Mnie również udało się przeprowadzić bezpiecznie zaplanowane nurkowanie i osiągnąć głębokość 103 m!

Kolejna para tj. Wojtek i Eryk, również już doświadczona wcześniejszymi nurkowaniami wzorcowo przeprowadziła to nurkowanie.
Po kliku pamiątkowych zdjęciach, zabezpieczyliśmy przerębel tak, by nie stwarzał zagrożenia i udaliśmy się do naszego miejsca noclegów.
Tutaj oczywiście czekał obiad (kotlety z dzika) i znów ociężali rozpoczęliśmy pakowanie ogromu sprzętu. Około godz 17.30 wyruszyliśmy w podróż powrotną, by o 3:40 nad ranem dotrzeć do Jaworzna.

Podsumowując wyjazd uważam, że były to trzy dni spędzone w bardzo aktywny i nietuzinkowy sposób. Z wyjazdu każdy wywiózł godziny przepełnione śmiechem oraz, co ważne, nowe doświadczenia nurkowe i niezbędną wiedzę. Myślę, że za rok znów wrócimy w to piękne miejsce, może już w nieco szerszym gronie.

W tym miejscu chciałbym podziękować Asi, Magdzie, Erykowi, Jakubowi, Bartkowi i Wojtkowi za stworzenie niepowtarzalnej atmosfery oraz pomoc w realizacji także moich planów.

Kuba

Skład ekipy:

zabezpieczenie na powierzchni:
Kuba Szuster, Grzegorz Niedziela i Jacek Strejczyk

nurkowanie (84m):
Rafał Mlostek i Adam Wilczewski

Gazy użyte w nurkowaniu:

  • gaz podróżny (EAN 30 – stage 11,1)
  • gaz denny (TMX16/50 – twinset 2×12)
  • gazy dekompresyjne (EAN 50 – stage 11,1, Tlen – stage 7,0)

Przebieg nurkowania:

Każdy nurek wchodząc do wody liczy się z tym, że coś może pójść nie tak. Nauczeni wcześniejszymi doświadczeniami z nurkowań adaptacyjnych, które wykonaliśmy na 36 oraz 56m, zakładaliśmy ekstremalne sytuacje związane z zamarzającymi automatami oraz, co bardziej dziwne inflatorami. Jednak matka natura oraz tzw. „złośliwość przedmiotów martwych” dały się koledze Rafałowi we znaki. Efektem tego były zamarznięte automaty gazów – EAN 30, EAN 50 i tlen, jedynie TMX zachowywał się dobrze. Tak więc schodząc w dół jak i przy wychodzeniu Rafał wykonywał procedurę zakręcania i odkręcania zaworu butli, biorąc upragniony oddech na żądanie. Tu trzeba przyznać, iż tylko doświadczenie kolegi pozwoliło nam dokończyć zaplanowane nurkowanie. Adam na szczęście obył się bez większych przygód. Tak wyglądało nasze nurkowanie z tej można by rzec gorszej strony, ale dość biadolenia ;).

O godzinie 11. rozpoczęliśmy zanurzanie, gdzie do 40 m naszym życiodajnym gazem był EAN 30. Po drodze na około 20 m minął nas Kuba, który w tym czasie leciał na 100-tkę (na pewno sam opisze swoje nurkowanie ). Nasz runtime zakładał wolniejsze zejście (około 10m/min), po upływie 5 minut z przygodami, które opisywaliśmy wcześniej dotarliśmy na 40-tkę. Tutaj nastąpiła zmiana gazu na TMX i dalsza podróż na dokładnie (jak pokazały nasze komputery) 84m, którą to głębokość osiągnęliśmy w 10. minucie.  Po odbiciu głębokości zaczęliśmy powrót do 40m, gdzie przepięliśmy się na wcześniej używany travel. W miejscu tym znowu nastąpiło nasze spotkanie z Kubą, który uwiecznił ten moment na swojej kamerze. Trzeba nadmienić, że nie narzekaliśmy na brak towarzystwa, ruch pod wodą jak na A4 ;). Realizując plan nurkowania wynurzaliśmy się stosując założone przystanki deko do 21 m, aby dokonać kolejnej zmiany gazu (EAN 50). I w tym momencie szczęście na chwilę opuściło Adama (zamarzł drugi stopień automatu), ale nic to w porównaniu do zmagań Rafała, sytuacja szybko została opanowana. Po wyjściu do 6 m i wymianie czynnika oddechowego na ten najbardziej korzystny (tlen) rozpoczęliśmy najdłuższy przystanek deko, który miał trwać 8 min. Będąc jednak wdzięczni za Kuby wcześniejsze towarzystwo nie chcieliśmy postąpić inaczej i chociaż częściowo postanowiliśmy się zrewanżować, przedłużając przystanek o 5 min. (co oczywiście wyszło nam jak najbardziej na zdrowie). Poziom „zero” szczęśliwie został osiągnięty po 54 minutach nurkowania. I tak został ustanowiony nasz nowy sromny rekordzik!!!  Tym bardziej jest to dla nas ważne, ponieważ wykonaliśmy to nurkowanie pod lodem, a jak nam wiadomo wąskie grono nurków decyduje się na głębokie nurkowanie, a w dodatku pod lodem.

Już teraz zaczynamy trenować i przygotowywać się do nurkowania za rok, które chcemy wykonać pod lodem i dołożyć parę metrów.

Pozdrawiamy  
Rafi i Adaśko

W tym miejscu pragniemy wyrazić swoje serdeczne podziękowania dla Kuby za  pomoc,  i cenne  uwagi, bez których nasze nurkowanie nie doszłoby do skutku – SERDECZNE DZIĘKI KUBA.

Swoje podziękowania kierujemy również w stronę kolegów Grzesia i Jacka, którzy nas wspierali i służyli wszelaką pomocą.